70. rocznica bitwy Polaków z Armią Czerwoną

Niedziela 8 lipca 1945 roku zapowiadała się jako piękny, słoneczny dzień. Mijały właśnie dwa miesiące od zakończenia II wojny światowej. Po porannym apelu i wspólnej modlitwie, zjedzono śniadanie.

Partyzanci oddziału „Burzy” stacjonowali w osadzie Kresy przylegającej od północy do Majkowic. 150 żołnierzy rozlokowanych było w kilku gospodarstwach oraz w poniemieckich ziemiankach. Rok wcześniej Niemcy rękoma robotników przymusowych zbudowali tutaj trzy linie okopów oraz ziemianek.

Dowódca por. „Burza” Stanisław Karliński znał te tereny jak własną kieszeń. To jego rodzinne strony. Urodził się we wsi Dąbrowa, oddalonej od miejsca postoju o 5 km, natomiast w Ręcznie, odległym o niespełna 3 km, chodził do szkoły i był członkiem „Strzelca”. W kampanii wrześniowej walczył jako kadet szkoły podoficerskiej, a podczas okupacji niemieckiej stworzył największy oddział partyzancki Armii Krajowej w Okręgu Łódź. Z powodu swych dowódczych umiejętności oraz odwagi, cieszył się wielkim autorytetem wśród podwładnych.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej miał nadzieję, że mimo obaw i nieufności, wszystko wróci do normalności. Niestety, po początkowych tygodniach nadziei, sytuacja zaczęła się zaogniać. Widać to było szczególnie z perspektywy żołnierzy AK i NSZ, których coraz częściej aresztowano, przesłuchiwano, zastraszano, torturowano, wywożono…

W marcu „Burza” Stanisław Karliński został w Piotrkowie zatrzymany przez bezpiekę. Przesłuchiwali go oficerowie NKWD, którzy zaproponowali współpracę w wyłapywaniu oficerów AK. Udało mu się wydostać, lecz od tej chwili wiedział, że musi się ukrywać.

Takich jak on, akowców zagrożonych aresztowaniem, przybywało z tygodnia na tydzień. Ponownie zapełniały się konspiracyjne kryjówki. Partyzanci z ziemi piotrkowskiej, opoczyńskiej, tomaszowskiej i radomszczańskiej meldowali się pod rozkazy „Burzy”. Powstał znakomicie uzbrojony, umundurowany i zdyscyplinowany oddział.

Na oddział „Burzy” nie było mocnych. Nawet połączone siły milicji i bezpieki z okolicznych powiatów w starciu z nim nie miały szans. Na oddział „Burzy” urządzano też obławy z użyciem oddziałów KBW z jednostki w Tomaszowie Mazowieckim, lecz skutek był odwrotny. Żołnierze chcieli się przyłączyć do „Burzy”, by walczyć z komuną. Jedynym ratunkiem dla tzw. „władzy ludowej” pozostała Armia Czerwona…

6 lipca oddział kwaterował w położonej wśród lasów małej wsi Justynów koło Skotnik, na prawym brzegu Pilicy. Miejsce wydawało się bezpieczne, jednak po drugiej stronie rzeki dostrzeżono kilku żołnierzy sowieckich. Było to zastanawiające, skąd oni na takim odludziu, więc „Burza” zarządził wymarsz. Następnego dnia przekroczono Pilicę.

Na zdjęciu: ppłk dr Halina Kępińska-Bazylewicz ps. „Kora” w kościele w Ręcznie wspominała gen. Stanisława Burzę-Karlińskiego, dowodzącego polskimi żołnierzami AK w bitwie z Armią Czerwoną. Foto: Paweł Reising, 2015.

Od rana 8 lipca Sowieci rozpoczęli w nadpilicznych lasach pacyfikację. Posuwali się od strony Przedborza. Około południa patrole motocyklowe z czerwonoarmistami pojawiły się w okolicach Ręczna. „Burza” nie chciał przyjąć walki, bo przewaga wroga była kilkukrotna. Rozkazał więc, ruszyć w głąb lasu, by tam ukryć się w poniemieckich umocnieniach ziemnych .

Kilkanaście minut po godzinie 14 usłyszano parę strzałów. Pluton „Kiera”, który ubezpieczał oddział od strony Majkowic, został ostrzelany. Wtedy „Górnik” bez zgody dowódcy zabrał pierwszy pluton i ruszył w tamtym kierunku. Gdy wiadomość o tej samowoli dotarła do „Burzy”, ten natychmiast wysłał za nimi „Orlika” z rozkazem powrotu. „Orlik” ruszył biegiem i kilkaset metrów dalej dostrzegł ich przed sobą. Natychmiast zorientował się w sytuacji i krzyknął z całych sił:

– Zasadzka!!! Uciekać!!!

Jednocześnie ryknęły dwa sowieckie karabiny maszynowe. Tylko „Orlikowi” udało się uratować. Pozostali zginęli na miejscu lub później zostali dobici. Teraz już nie można było uniknąć walki. Z całej okolicy zaczęły zjeżdżać sowieckie ciężarówki z żołnierzami. Główne siły Rosjan w bród przekraczały Pilicę.

– Byli jak szarańcza – wspominał po latach gen. Stanisław Burza-Karliński. – Szli tyralierą jeden przy drugim. Kazałem chłopakom celnie strzelać i oszczędzać amunicję. Mój adiutant, podchorąży Jurek Gomuliński z Ręczna, rozdygotany powiedział: – No, Panie komendancie, tu chyba nasze polskie Termopile będą… Udzieliło mi się jego zdenerwowanie, po raz pierwszy tak się poczułem, lecz nie dałem tego po sobie poznać…

Polski dowódca wykorzystał poniemieckie okopy. Przyjął bitwę w najdogodniejszym dla siebie miejscu. Rozpoczął się karabinowy ostrzał. Na Polaków padały ścinane pociskami gałęzie, ale niecelne strzały mogły świadczyć, że atakujący są pijani. Sowieci ruszyli w stronę polskich pozycji. Gdy podeszli bliżej, rzucane przez nich granaty staczały się i wstrzymywały własne ataki. Atakujący nie mieli żadnej osłony, tylko gdzieniegdzie rosły małe krzaczki. Wkrótce podpole zapełniło się leżącymi ciałami…

Wieczorem, gdy zza jednego z pagórków „Burza” dosłyszał jakby komendy wydawane po rosyjsku, wtedy w to miejsce skierował ogień z granatnika. Już po trzech wystrzelonych przez dowódcę pociskach Rosjanie zaczęli się cofać. Pojawił się wśród nich chaos, czyli pociski trafiły w cel! „Burza” natychmiast wykorzystał powstałą sytuację:

– Bardzo dobrze znałem te tereny, bo to moje rodzinne strony – mówił – Dlatego wiedziałem, że po mokradłach wyprowadzę oddział z okrążenia. Zacząłem krzyczeć całych sił – „Bagnet na broń!!! Do ataku!!! Hurra!!!”

Wykorzystano wyjątkową drogę ucieczki – kanał melioracyjny, więc sowieckie patrole rozlokowane na polach nikogo nie widziały. Rosjanom mogło się wydawać, że Polacy zapadli się pod ziemię. Potwierdziły to dwa kolejne dni, gdy właśnie między Majkowicami a Ręcznem przeczesywali dokładnie każdy skrawek ziemi w poszukiwaniu akowców. Tymczasem Polacy ukryli się kilkanaście kilometrów dalej, w wielkim podziemnym bunkrze w lasach lubieńskich…

*     *     *

Uczestnicy obchodów 70. rocznicy tego doniosłego wydarzenia. Foto: Paweł Reising, 2015.

W dniu 5 lipca br. odbyły się uroczystości 70. rocznicy bitwy pod Majkowicami. Mszę świętą odprawił kapelan piotrkowskich akowców ks. prałat Dariusz Nowak z Częstochowy. Następnie złożono kwiaty pod pobliskim pomnikiem ofiar stalinizmu, a także na grobie gen. Stanisława Burzy-Karlińskiego, który zmarł 12 kwietnia br.

Następnie pojechano do wsi Kresy, gdzie pod polnym krzyżem, w miejscu gdzie rozległy się pierwsze strzały bitwy, złożono znicze i kwiaty. Uroczystości zorganizowało piotrkowskie środowisko akowskie oraz parafia w Ręcznie.

Już tradycyjnie nie pojawili się na uroczystościach przedstawiciele władz powiatu, Piotrkowa czy województwa. Przybyła za to, podobnie jak co roku, pani Maria Skawińska z Warszawy, siostra poległego w bitwie Tadeusza Domańskiego. Nosił pseudonim „Wicher”, miał 21 lat, wcześniej walczył w Powstaniu Warszawskim…

→ Paweł Reising

7.07.2015

Paweł Reising (ur. 1966 r. w Piotrkowie Trybunalskim) – niezależny dziennikarz, nauczyciel, absolwent UW i UJK. Redaktor i wydawca czasopisma „KurieR-Kultura i Rzeczywistość”. Autor książek: „Opowieści generała „Bończy” oraz „Huragan” z oddziału „Wichra” (współautor W. Pietraszczyk). Honorowy żołnierz 25 pp AK.

 

 

36
0

4 myśli na temat “70. rocznica bitwy Polaków z Armią Czerwoną

  • 08/07/2015 o 00:26
    Permalink

    Po zaznajomieniu się z treścią powyższego : przyjęto do realizacji i zastosowania.
    Pozdrawiam
    Janina

    0

    0
    Odpowiedz
  • 07/07/2015 o 19:08
    Permalink

    Może i chwała, ale akurat pan Reising dobrze już znany jest z konfabulacji i kolorowania.

    0

    0
    Odpowiedz
    • 07/07/2015 o 19:22
      Permalink

      Szanowny Panie, wyjątkowo Pański wpis został przepuszczony przez filtr antyspamowy, bo chcę przekazać Panu istotną informację. Od dnia przyłączenia „Gazety Trybunalskiej” do sieci Pańskie komentarze bez przerwy napływają na nasz serwer. Większość jest automatycznie blokowana, ale chcę aby Pan miał świadomość, że tym wpisem przekraczył Pan nie tylko normy poprawmego zachowania, ale wszedł Pan w rejony dość niebezpieczne, bez jakiegokolwiek powodu pomawia Pan autora tekstu Pawła Reisinga, a na to zgody być nie może. Pański numer identyfikacyjny jest w naszym posiadaniu, a jego podstawowe parametry to:

      Autor: Janina (IP: 31.183.244.150, staticline-31-183-244-150.toya.net.pl).

      Zarówno na moim profilu na facebooku, jak i na łamach „Gazety Trybunalskiej” nie ma i nie będzie miejsca na wpisy osób złych i niezrównoważonych emocjonalnie. Jeśli chce Pan przekazać konstruktywne uwagi, co do treści zamieszanych artykułów, zapraszam do mojego biura – siedziby redakcji przy ul. Szewskiej 3 w godz. 10-20. Chętnie wysłucham, co ma Pan do powiedzenia.

      Jeśli nie zaprzestanie Pan pisania obraźliwych komentarzy sprawa zostanie skierowana do piotrkowskiej prokuratury. Zrobię to bez zastanowienia, aby dać przykład innym. To jest pierwsze i ostatnie ostrzeżenie skierowane do Pana.

      Pozdrawiam

      Mariusz Baryła / wydawca

      0

      0
      Odpowiedz
  • 07/07/2015 o 15:04
    Permalink

    Pamięć o takich ludziach i wydarzeniach w naszym rejonie przywraca prężnie działający Klub Historycznym im. Stefana Roweckiego „Grota”, chwałą im za to.

    0

    0
    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.